Nie wiem, jak wyobrażasz sobie prowadzenie bloga kulinarnego... U mnie wygląda to mniej więcej tak: środek nocy, kuchnia wciąż pachnie świeżo upieczonymi biszkoptami, w lodówce chłodzą się owocowe żelki, a ja z zeszytem w ręku zapisuję kolejne pomysły.
Tak, dobrze czytasz. Zeszyt. Długopis. Kartki. Tak rodzi się mój blog.
Kiedy pomysł przychodzi o 1:30 w nocy, nie zawsze mam siłę odpalać komputer. A kiedy wena już się pojawi - szkoda byłoby ją zgubić. Więc piszę. Trochę między przygotowywaniem domowej żelki a rozpuszczaniem czekolady na polewę.
Druga część tej przygody to przepisywanie wszystkiego na stronę. Najczęściej robię to z samego rana lub tuż przed krótkim snem. Z obowiązkową kawą latte w ręku i lekkim niedowierzaniem, że za kilka godzin trzeba zacząć dzień, iść do pracy i funkcjonować jak „normalny” człowiek.
Nie było idealnie. Było prawdziwie. I chyba to lubię najbardziej. Moja marka Mamusine Słodkości nie powstaje „w teorii. Wszystko, co tworzę, dzieje się naprawdę - między codziennymi obowiązkami, zmęczeniem a tymi magicznymi momentami, kiedy mimo wszystko chcę tworzyć coś swojego.
Ten blog jest częścią tej historii. Jest jak moje torty:
Piszę go w biegu, w nocy, między jednym tortem a drugim ciastem - ale zawsze z myślą, że po drugiej stronie jesteś Ty. Świadomość, że ktoś to przeczyta, daje mi największą frajdę z pieczenia i pisania.
A Ty? Masz takie pasje, dla których warto zarwać noc? Napisz do mnie, czy wolisz czytać o moich przepisach, czy o kulisach pracy w kuchni!



