Kiedy ktoś pyta mnie, dlaczego moje ciasta kosztują więcej niż wypieki dostępne w marketach, zawsze przypomina mi się pewna letnia niedziela.
Są takie poranki - zazwyczaj słoneczne, ciche i pachnące lasem - kiedy razem z przyjaciółką jedziemy zbierać jagody albo odwiedzamy plantację borówek. Między krzewami, w ciszy przerywanej jedynie śpiewem ptaków (lub odgłosami, które każą nam na chwilę przerwać pracę, bo może to dzik ), zbieramy owoce, które już za kilka godzin staną się głównym bohaterem moich wypieków.
Wracamy zmęczone, czasem całe fioletowe od soku z jagód, ale szczęśliwe. Kosze są pełne, a w głowie pojawiają się pomysły na kolejne ciasta, serniki i torty.Innym razem, zaraz po pracy, wyposażone w duże wiadra jedziemy do sadu na śliwki. Wchodzimy na drabiny, wspieramy się o gałęzie i zrywamy pachnące, dojrzałe owoce, które później zamienią się w aromatyczne powidła.
To właśnie wtedy wracają do mnie wspomnienia dzieciństwa.
Domowe przetwory stojące na półkach. Ciasta pieczone przez mamę i babcię. Zapach owoców unoszący się po całym domu.
To smak, którego nie da się kupić w sklepie.
Dlatego większość przetworów przygotowuję sama. Konfitury robię od podstaw, a powidła gotuję godzinami, aż osiągną idealną konsystencję i głęboki smak.
W mojej pracowni cukierniczej każdy składnik ma swoją historię.
Mąka, na której pracuję, przyjeżdża prosto z młyna spod Warszawy. Dzięki ogromnemu sercu mojej przyjaciółki i jej męża zdarzają się poranki, kiedy wspólnie wnosimy do windy ponad 50 kilogramów mąki, a później pędzimy do pracy. Po południu przychodzi czas na rozpakowanie i zaczyna się to, co lubię najbardziej - pieczenie.
Wiem dokładnie, skąd pochodzą składniki, których używam.
Wiecie, jak smakuje biały ser prosto z lokalnej farmy?
Niesamowicie.
A sernik przygotowany z takiego sera?
To czysta poezja.
Nic nie dodaje magii do piernika tak jak świeży miód prosto z pasieki. Jabłka najlepiej smakują zerwane prosto z drzewa, a o wiśnie czasem trzeba walczyć ze szpakami.😉
Oczywiście mogłabym zaoszczędzić mnóstwo czasu.
Mogłabym pojechać do sklepu i kupić gotowe dżemy, nadzienia czy mieszanki cukiernicze.
Ale wtedy nie byłby to ten sam smak.Nie byłaby to ta sama jakość.
Nie byłoby też tej satysfakcji, że powstało coś stworzonego własnymi rękami od początku do końca.
W swoich wypiekach stawiam na naturalne składniki, tradycyjne receptury i autentyczny smak. Chcę, aby każdy tort, sernik czy ciasto zawierały to, co najważniejsze – prawdziwe składniki, doświadczenie i serce włożone w pracę.
Wiele osób widzi jedynie efekt końcowy.
Piękne ciasto.
Kilka warstw kremu.
Świeże owoce.
Dopracowane dekoracje.
Nie widać jednak tego, co dzieje się wcześniej.
Nie widać godzin spędzonych przy garnku z powidłami.
Nie widać fioletowych dłoni od jagód.
Nie widać pokrojonych palców i wizyt u chirurga tuż przed Bożym Narodzeniem (tak, takie historie też się zdarzają 😉).
Nie widać zmęczenia i nieprzespanych nocy.
A właśnie z tych elementów składa się prawdziwe rzemiosło cukiernicze.
Za każdym wypiekiem stoją:
Dlatego, kiedy ktoś pyta mnie o cenę moich wypieków, nie myślę wyłącznie o kosztach składników.
Myślę o godzinach spędzonych w kuchni.
O owocach zbieranych własnoręcznie.
O nocach poświęconych na dopracowanie receptur.
O wszystkich doświadczeniach, które pozwalają mi tworzyć wypieki, z których jestem dumna.
Jakość ma swoją cenę.
Tak samo jak natura.
Tak samo jak czas.
Tak samo jak praca ludzkich rąk.
I wierzę, że właśnie te rzeczy smakują najlepiej.
Z serca. ❤️



