Kiedy wybieram składniki do swoich wypieków, zawsze szukam nie tylko jakości, ale także historii, która za nimi stoi. Dlatego tak bardzo cenię produkty powstające w małych gospodarstwach, gdzie liczy się cierpliwość, tradycja i szacunek do natury.
Jednym z takich miejsc jest Farma serów Kuś skąd pochodzi twaróg, którego używam do przygotowania serników.
Jego historia zaczyna się od świeżo wydojonego mleka od krów rasy Jersey. Mleko jest ogrzewane do temperatury około 38- 40 stopni, a następnie pozostawiane na dobę, by mogło naturalnie się ukwasić.
Bez pośpiechu.
Bez sztucznych przyspieszaczy.
Bez gotowych mieszanek i ulepszaczy. Po ukwaszeniu mleko ponownie trafia do ogrzewania, a następnie pozostawiane jest do wystygnięcia. Dopiero wtedy przychodzi czas na cedzenie i prasowanie, które trwa kilka godzin. To proces wymagający czasu i cierpliwości. Tak właśnie powstaje prawdziwy twaróg. Naturalnie.
Tradycyjnie.
Bez dodatku zakwasów, ulepszaczy i zbędnych składników.
Myślę, że właśnie dlatego tak bardzo lubię pracować z tym serem. Jest w nim coś czego nie da się zamknąć w tabeli składników ani opisać jednym słowem.
Jest w nim autentyczność. A autentyczność zawsze czuć w smaku.
Kiedy później wyjmuję z piekarnika gotowy sernik, wiem, że jego historia nie zaczęła w mojej kuchni. Zaczęła się dużo wcześniej.
Na farmie.
Przy porannym udoju. Przy pracy wykonywanej z troską i szacunkiem do tego, co daje natura.
I właśnie takie historie lubię zamykać w swoich wypiekach.



