Pieczenie w upały? Piekarnik kontra lato

Domowe wypieki z naturalnych składników

W upały zazwyczaj myślę o jednym:
Morze, leżak, cień…
A potem przychodzi rzeczywistość. Patrzę na termometr, widzę 40 stopni i pierwsza myśl, która pojawia się w mojej głowie brzmi:
„Czy naprawdę muszę włączać dziś piekarnik?”
Oczywiście, że muszę. Bo przecież właśnie przypomina mi się, że miałam opracować nowy przepis.
I wtedy zaczyna się cała zabawa.
Pieczenie zimą ma w sobie coś magicznego. Za oknem zimno, człowiek owinięty w sweter, w kuchni pachnie cynamonem, masłem i pieczonym ciastem. Piekarnik grzeje i właściwie jest naszym najlepszym przyjacielem.
Latem?
Latem piekarnik jest przeciwnikiem numer jeden. W kuchni jest już gorąco. Otwierasz piekarnik i masz wrażenie, że właśnie otworzyłaś drzwi do piekielnego wymiaru.
200 stopni.
Dwieście.
I wtedy pojawia się myśl:
Może jednak zrobię coś bez pieczenia?To trwa mniej więcej trzy sekundy. Bo przecież mam już przygotowane składniki.
No więc piekę. Lecz latem szczególnie dobrze widać, że składniki mają swoje charaktery.
Oj mają.
Masło?
Zimą trzeba je wyjąć wcześniej z lodówki żeby zmiękło. Latem wystarczy odwrócić się  na chwilę. Naprawdę. Na chwilę. Wracasz, a ono najwyraźniej uznało, że chce zostać kremem. Czekolada również ma swoje humory. Kremy zaczynają żyć własnym życiem. A dekorowanie w upalny dzień? To już sport ekstremalny. Nakładasz piękną różyczkę kremu. Patrzysz. Jest piękna. Odwracasz się po nóż wracasz. Różyczka nadal jest na torcie, ale wygląda tak, jakby właśnie przeżyła bardzo trudny dzień. A potem przychodzi moment pakowania.
To jest chyba jedna z tych rzeczy, których nie widać na zdjęciach. Piękne ciasto. Muffiny, Tarta. Tort. Wszystko wygląda idealnie.
Ale nie widzicie mnie pięć minut wcześniej, kiedy sprawdzam temperaturę za oknem, patrzę na krem i zastanawiam się czy klient dowiezie to w takim stanie jak zapakowałam.
Był taki jeden poranek kiedy wyszłam na balkon, popatrzyłam na stolik i pomyślałam…- a gdyby tak…? To była przewrotna myśl, ale pozwoliłam działać wyobraźni.Czy słońce upiecze mi drożdżowe? Zaoszczędzę prąd i dokonam odkrycia na skalę światową? Drożdżówka pieczona w promieniach słońca? Nieee. To zły kierunek.
Latem wszystko wymaga większej uwagi. Trzeba myśleć o temperaturze, przechowywaniu, transporcie, kremach, dekoracjach. A jednocześnie trzeba pamiętać, że po drugiej stronie jest ktoś, kto po prostu chce dostać swoje ciasto i cieszyć się nim bez zastanawiania się nad całą kuchenną logistyką.
I właśnie dlatego czasem latem mówię: Dzisiaj nie piekę, po czym następnego dnia oczywiście- piekę. Bo najwyraźniej już tak mam.
Ale wiecie co? Mimo całego ciepła, topiącego się masła i kremów, które próbują uciec z tort, ja to po prostu kocham.
Rok temu, dokładnie przed 14.08 razem z przyjaciółką wpadłyśmy na genialny pomysł, żeby upiec jej córce 3 piętrowy tort, ale nasz geniusz na tym się nie skończył.
Postanowiłyśmy, że każde piętro będzie inne.
3 biszkopty
6 kremów
3 piętra
Motyw przewodni? Stich.
Kolory: każde piętro inny kolor.
Temperatura? Ponad 30 stopni za oknem.
Nasi mężowie zachowywali się jak kibice na meczu piłki nożnej. Był doping, brawa, ale widziałyśmy ich chochlicze uśmiechy.
Byłyśmy zmęczone do granic możliwości. Tort patrzył na nas  i jakby mógł to pukał by się w głowę. Kremy zachowywały się jak topniejące lodowce.
Finalnie skończyłyśmy ciemną nocą, po trzech dniach katorżniczej pracy.
Nasz geniusz jednak nie znał granic i wpakowałyśmy do auta tego giganta i zawiozłyśmy na przyjęcie.
Ona za kierownicą.
Klimatyzacja krzyczała z wysiłku. Ja z tyłu, z tortem modliłam się żeby ta podróż miała szczęśliwy finał.
I miała.
Mina małej solenizantki? Nie do opisania. Nasze zmęczenie od razu odeszło w siną dal.
Goście? Zachwyceni.
 A my? No cóż- jedno piętro tego arcydzieła  należało tylko do nas- nasze ulubione maślane kremy.
Ten tort był dowodem na to, że nie ważne jaka jest pora roku, wszystko da się zrobić.
Lubię lato w swojej kuchni. Bo lato daje mi owoce. Truskawki, maliny, jagody, morele, wiśnie. Śliwki, które powoli zaczynają przypominać, że jesień wcale nie jest tak daleko
.I nagle pojawia się pomysł. A kiedy pojawia się pomysł, człowiek przestaje patrzeć na termometr. Przynajmniej na chwilę. Jeśli więc zobaczycie latem zdjęcie pięknego ciasta pamiętajcie: Gdzieś po drugiej stronie ekranu prawdopodobnie stoi dziewczyna z włosami upiętymi w kucyk, rozgrzaną kuchnią, miską w jednej ręce z pytaniem: I po co mi to było? A pięć minut później:
„Ale wyszło pięknie”
I właśnie dla tego drugiego momentu robi się to wszystko. Bo kiedy wyjmuję ciasto  z piekarnika i widzę, że wyszło dokładnie tak, jak sobie wymyśliłam- upał przestaje mieć znaczenie.

BEST WP THEME

All Demos Included

All Demos Included with this amazing WordPress Theme you will have everything you need to create a memorable and enchanting online presence. Start create your dream site today.

Skontaktuj się z nami i poczuj smak domowych wypieków.

Adres:

Kontakt: